Filmy - FilmLine.pl

Filmy:
Aktualizacja: 2016-06-10 16:22:04



Film Dzień dobry, kocham cię! (2014) Młody, przystojny lekarz Szymon zakochuje się w Basi. Niestety seria nieszczęśliwych zdarzeń powoduje, że młodzi tracą kontakt.

Ocena: 2.9/10 (796)
Premiera: PL (2014-11-07)
Długość: 01:33:00
Gatunek: Komedia rom.
Produkcja: Polska
Reżyseria: Ryszard Zatorski
Scenariusz: Joanna Wilczewska, Ryszard Zatorski
Muzyka: Rafał Kulczycki
Zdjęcia: Tomasz Dobrowolski

Obsada: Barbara Kurdej-Szatan - Basia, Aleksy Komorowski - Szymon, Olga Bołądź - Paula, Paweł Domagała - Lucek, Anna Dereszowska - Tamara, Łukasz Garlicki - Leon Gac, Maciej Musiał -Iwo, Jacek Fedorowicz - Dziadek Pauli, Marian Dziędziel - Ojciec Leona Geca, Weronika Książkiewicz - Pati

Dzień dobry, kocham cię!:


Dzień dobry, kocham cię! - 00:00:00 / 01:33:00
„Dzień dobry, kocham cię” to komedia romantyczna produkcji polskiej z 2014 roku. Premiera (Polska i świat) miała miejsce 7 listopada. Reżyserem filmu jest Ryszard Zatorski, a scenariusz został opracowany przez Zatorskiego i Wilczewską. Główni bohaterowie tej komedii to Szymon i Basia. Szymon (Komorowski) jest lekarzem. Pracuje w jednym z warszawskich szpitali. Mężczyzna jest bardzo przystojny, dlatego oglądają się za nim zarówno pacjentki, jak i pielęgniarki i asystentki. Pielęgniarska Pati nie spuszcza oka z przystojnego lekarza. Szymon jednak jest oporny na jej zaloty, a jego serce ląduje w ramionach uroczej, dowcipnej blondynki Basi, która uwielbia rolki. Młodzi spotykają się przypadkiem, kiedy dochodzi do niegroźnego wypadku. Szymon wpada z rowerem do fontanny. Jest zauroczony dziewczyną. Niestety seria nieszczęśliwych zdarzeń powoduje, że młodzi stracą kontakt. Numer telefonu Basi zapisany na dłoni chłopaka bardzo szybko się zetrze. Czy będzie jeszcze szansa na szczęśliwe zakończenie?

Recenzja Filmu Dzień dobry, kocham cię!:



Czerstwy dowcip bez „smacznego”



Śniadanie


Moje nastawienie do polskich komedii nigdy nie było wybuchowe. Może miało to związek z faktem, że polskie komedie z reguły nie są piorunujące dowcipami i w niczym nie przypominają rozdrażnionej Etny. Żarty w polskim kinie wydają się często bezsensowne i zalatują banałem. To jakby przez wszystkie śniadania świata powtarzać bezustannie tę samą kanapkę - chleb z masłem i dżemem. Zdecydowałam jednak, że posmaruję chleb na „dzień dobry” i wybrałam się do kina w całkiem niezłym nastroju. Zatorski - nazwisko, które z pewnością obiło się większości miłośników kina o uszy. Reżyser ten kojarzy się z takimi produkcjami jak „Nigdy w życiu” (2004), „Tylko mnie kochaj” (2006), „Dlaczego nie!” (2007). Za najlepszą z wymienionych uważam „tę środkową”, pewnie za sprawą sympatycznej aktorki: Julii Wróblewskiej, która wniosła przepiękny, wówczas dziecięcy uśmiech na wielki ekran. Nie przeszkadzały mi w „Tylko mnie kochaj” nawet dziury logiczne w wiązaniu akcji, ważne, że bohaterowie byli w jakiś sposób powiązani z moim odczuwaniem. Jak było tym razem? Tym razem śmiałam się tylko niedoróbek, bo dowcipy wcale nie śmieszyły. Chodźmy na obiad.

Obiad


Historia na pierwszy rzut oka może wydać się ciekawa, zwłaszcza dla tych, którzy spragnieni są wielkiej miłości, romantyzmu i rozkochiwania oczu, a także dla wszystkich, którzy uwielbiają komedie romantyczne okraszone pocałunkiem. O tym właśnie miał być ten film - o miłości. Główny bohater ma na imię Szymon (w rolę Szymona wcielił się Aleksy Komorowski). Jest on lekarzem, choć bardziej przypomina plastikowego modela wyciętego z kredowego żurnala. Do Szymona wzdychają wszystkie kobiety, a najbardziej jest nim zainteresowana koleżanka z pracy, Pati (Weronika Książkiewicz). Uwodziciel pozostaje jednak niewzruszony, nawet w chwili, kiedy przypadkowo rozpina się kitel Pati. W życiu Szymona pojawia się za to urocza blondynka, którą ten prawie „rozjechał rowerem”. Dziewczyna mknie na rolkach przez Warszawę, a potem wpada w sidła miłości (dobrze, że nie do fontanny jak Szymon). Mimo zimnej wody czuć ogień rodzący się w oczach tej dwójki. Basia i Szymon doskonale się rozumieją i widać, że są sobą zauroczeni. Niestety, zmywa się długopis z ręki, a sytuację komplikuje fakt, że w bloku znajduje się zbyt wiele mieszkań. Młodzi zostają rozdzieleni, na horyzoncie pojawia się Leon z wielką tajemnicą i Tamara (Anna Dereszowska), która tak naprawdę niczego do filmu nie wnosi poza kajdankami z różowym puszkiem. No i tym samym mamy niewypał albo jak kto woli niesmaczny obiad.

Kolacja


„Dzień dobry, kocham cię” to film dobry dla wszystkich, którzy podczas seansu uwielbiają patrzeć na zegarek, bo spieszą się na przykład na kolację. Fabuła jest przewidywalna do bólu. Widz domyśla się wszystkiego od samego początku do samego końca, nawet wątek homoseksualny specjalnie nie zaskakuje, bo przecież aktualnie panuje „homomoda” i „extra i trendy”. Aktorzy są sztywni, nie potrafią wczuć się w swoje role. Barbara Kurdej-Szatan zdecydowanie powinna pozostać przy reklamowej opcji. W filmie Roberta Zatorskiego zachowuje się jak rozchichotana lalka, łasi się i próbuje przypodobać (z marnym skutkiem) publiczności. Nawet Olga Bołądź (doskonała w „Służbach specjalnych”) w historii „Dzień dobry, kocham cię” irytuje. W moich oczach obronił się w zasadzie tylko Paweł Domagała, który poczęstował publiczność dwoma niezłymi dowcipami. Na plus jest także ścieżka złożona z dźwięków i kolorowe obrazki sympatycznej Warszawy. I na tym kończą się plusy. Do widzenia.

Kaja Kowalewska



Misja piernikowy ludek



Nazwisko reżysera filmu Ryszarda Zatorskiego kojarzy się szerokiemu gronu publiczności z komediami romantycznymi. Po bardzo dobrym i ciepłym „Nigdy w życiu”, całkiem przyjemnym „Tylko mnie kochaj” reżyser znacznie obniżył loty. W tej drodze na dno gdzieś po drodze pojawiło się bardzo kiepskie „Dlaczego nie”. „Dzień dobry, kocham cię” może być przysłowiowym gwoździem do reżyserskiej trumny Zatorskiego. Film zdecydowanie można zaliczyć do grona produkcji z serii „polska wylęgarnia głupot”.

Dzień dobry


Fabuła filmu zadowolić może chyba jedynie rozhisteryzowane nastolatki i stare, głupiutkie panny marzące o wielkiej i romantycznej miłości. Wydarzenia przedstawione na ekranie mają z prawdziwym życiem tyle wspólnego, co tropiki z Morzem Bałtyckim. Główni bohaterowie, Basia i Szymon, spotykają się przypadkiem i od razu między nimi iskrzy. Zakochują się w sobie bez pamięci. Niestety okrutny los płata figle- on podaje jej zły numer telefonu, natomiast jej numer spływa w pocie z ręki Szymona. Przez pozostałą część filmu bohaterowie bezskutecznie próbują się odnaleźć. Fabuła niestety nasuwa brutalne pytanie, czy ktoś tu próbuje zrobić z widza debila? Wydarzenia są nielogiczne, absurd goni absurd, a przewidywalność scen boli bardziej niż poniedziałkowy budzik. „Już jej nigdy nie znajdę” pada dramatyczne wyznanie z ust Szymona. To nic, że bohater wie, gdzie Basia mieszka. Przy odrobinie inteligencji (poziom sześciolatka w zupełności by tu wystarczył) bohaterowie połączyliby się w szczęśliwą parę już w 20 minucie filmu. Niestety Zatorski zaserwował widzom tak żenujący pokaz pomyłek, że reklamy przed seansem okazały się znacznie ciekawsze niż sam film.

Dobranoc


Dziury logiczne w filmie można byłoby wybaczyć tylko w jednym przypadku. W przypadku rekompensaty w postaci humoru, czyli przy stworzeniu po prostu śmiesznej komedii. Niestety twórcom produkcji to się nie udało. „Dzień dobry, kocham cię” jest komedią tylko z nazwy. Przez nieskończenie długie 93 minuty zdarzały się może trzy, maksymalnie cztery śmieszne sytuacje. Zamiast tego widzowie otrzymali sceny wręcz naszpikowane reklamami- kwas chlebowy umila bohaterom każdą wolną chwilę. Niestety może spowodować to powolne opadanie powiek. Dobranoc, mili widzowie! Aktorska gra wcale nie poprawia sytuacji. Basia Kurdej-Szatan jest totalnie sztywna i bez polotu, potrafi tylko wdzięczyć się do kamery, Aleksy Komorowski za to wyróżnia się - jest przystojny i tyle dobrego można o nim powiedzieć. Z kolei Paweł Domagała częściej żenuje niż śmieszy, a kreacja sprawia, że na pewno dobrze dogadałby się z każdym osiedlowym żulem. Jako taki poziom aktorski zachowuje jedynie Olga Bołądź, która tak naprawdę nie mogła rozwinąć skrzydeł. Wszystko to razem wzięte sprawia, że tylko wielkim wytężeniem siły woli można dotrwać do końca tej produkcji.

Do widzenia


Na „do widzenia” wypadałoby powiedzieć kilka miłych słów o filmie. Niestety w przypadku „Dzień dobry, kocham cię” ogranicza się to tylko do dwóch rzeczy. Wrażenie mogą robić kolorowe zdjęcia, piękna Warszawa, po której przyjemnie spaceruje się oczami. Plusem jest też ścieżka dźwiękowa. Wykorzystane w filmie piosenki wpadają w ucho i stają się muzyczną deską ratunku. Niestety dalszych plusów po prostu brak. Po seansie pozostaje uczucie głębokiego rozczarowania, no i jeszcze pytanie: dlaczego taki tytuł? „Dzień dobry, kocham cię” nie ma nic wspólnego z fabułą filmu. Produkcja równie dobrze mogłaby nosić tytuł „Pączki w maśle”, „Misja piernikowy ludek” czy „Parada kijów od szczotek”, a to przynajmniej miałoby swoje uzasadnienie i odbicie w grze aktorskiej.

Agnieszka Walczak


Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 1 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 2 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 3 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 4 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 5 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 6 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 7 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 8 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 9 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 10 Dzień dobry, kocham cię! - Zdjęcie 11