Filmy - FilmLine.pl

Filmy:
Aktualizacja: 2016-06-10 16:21:09



Film Frank (2014) Jon ma nudną pracę i nudne życie, jego marzenie o zostaniu znanym muzykiem wydaje się być nieosiągalne, jednak na drodze Jona zupełnie przypadkiem pojawia się Frank.

Ocena: 7.4/10 (1550)
Premiera: PL (2014-01-17)
Długość: 01:35:00
Gatunek: Dramat, Komedia
Produkcja: Irlandia, Wielka Brytania
Reżyseria: Lenny Abrahamson
Scenariusz: Jon Ronson, Peter Straughan
Muzyka: Stephen Rennicks
Zdjęcia: James Mather

Obsada: Domhnall Gleeson - Jon Burroughs, Michael Fassbender - Frank, Maggie Gyllenhaal - Clara, Scoot McNairy - Don, Carla Azar - Nana, Francois Civil - Baraque

Frank:


Frank - 00:00:00 / 01:35:00
Jon (Domhnall Gleeson) jest młodym niespełnionym muzykiem, pochłonięty przez swoją nudną pracę w każdej wolnej chwili próbuje tworzyć i pisać piosenki. Brakuje mu jednak weny, chociaż we wszystkim dostrzega coś inspirującego to przeniesienie tego na papier i muzykę wydaje się być niemożliwe. Przypadkiem na drodze Jona pojawia się Frank (Michael Fassbender), który wraz z zespołem zawitał do miasta. Nie w pełni świadomy tego na co się porywa - Jon - zgadza się dołączyć do najbardziej niezwykłego zespołu jaki do tej pory widział. Frank - wokalista oraz „głowa” całej ekipy nie pokazuje nikomu swojej twarzy, nosi cały czas wielką plastikową głowę - maskę z wielkimi oczyma, Clara (Maggie Gyllenhall) - gra na stworzonym przez siebie instrumencie, a Baraque i Nana rozmawiają wyłącznie po francusku. Do tego ich menagerem jest Don (Scoot McNairy) mający dziwne upodobania, ambicje i tajemnice… Czy taka wybuchowa mieszanka dziwaków jest w stanie stworzyć znakomitą płytę? Reżyser Lenny Abrahamson „Frankiem” udowadnia, że kino niezależne - niezależnie od tego co o nim myślimy - cały czas ma się dobrze.

Recenzja Filmu Frank:



Kiedy wszystko staje na głowie



Irlandzkie kino co jakiś czas tworzy perełkę, która potrafi zwrócić na siebie uwagę na światowych salonach, tak było z „Once” (Oskar za najlepszą piosenkę), „Głodem” (Złota Kamera w Cannes dla najlepszego reżysera debiutanta), „Wiatrem buszującym w jęczmieniu” (Złota Palma w Cannes), czy chociażby „Stacją benzynową” (nagroda Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Artystycznych na festiwalu w Cannes). Ten ostatni film to dzieło reżysera Lenny’ego Abrahamsona, nad którego najmłodszym dzieckiem właśnie się pochylam. Czy „Frank” ma szansę na wielki międzynarodowy sukces? Nie, prawdopodobnie producenci nawet nie odzyskają włożonych w niego pieniędzy… ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Na tym polega magia kina niezależnego - filmy robi się nie dla zysku, a dla niedorzecznej historii, dla bohaterów, dla widza oraz - czasami - dla jaj.
Jon (zagrany przez syna Brendana Gleesona - Domhnalla, który talent aktorski z pewnością zawdzięcza ojcu) poszukuje weny do stworzenia piosenki, nie jest to jednak proste - o tym z pewnością wie każdy kto próbował stworzyć cokolwiek własnego, czy to wiersz czy piosenkę. W skutek dziwnego zbiegu okoliczności - Jon zostaje członkiem zespołu „The Soronprfbs”, którego wokalistą a zarazem najważniejszą osobą jest tytułowy Frank. Frank nie rozstaje się ze swoją sztuczną plastikową głową, pisząc nie rozstaje się mam na myśli - nigdy, absolutnie nigdy jej nie zdejmuje (nie pytajcie jak myje twarz). Z pewnością dla Michaela Fassbendera ta rola była jedną z bardziej niezwykłych w jego dotychczasowej karierze, całkiem słusznie zebrał również za nią bardzo pozytywne opinie.

Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada*


Jon porzuca swoje dotychczasowe nudne życie, nawet jeśli ma pewne obawy, to po wejściu do samochodu nie ma już odwrotu, szaleństwo, które gdzieś głęboko się w nim chowało - powoli wypływa na powierzchnię. Spory w tym udział nie tylko Franka ale również Dona (Scoot McNairy, którego możecie kojarzyć chociażby ze znakomitego serialu „Halt and catch fire”) menagera zespołu, który ewidentnie ma problemy nie tylko z prowadzeniem całej tej zabawy. Bohaterowie tworzą mieszankę, która musi wybuchnąć, to jest tylko kwestią czasu. Wspólne tworzenie płyty gdzieś w irlandzkiej samotni (nie mogło zabraknąć pięknych irlandzkich krajobrazów) pozornie konsoliduje cały zespół, ale niedługo pojawia się coś co zawsze doprowadza do kłótni - szansa na sukces i zyskanie setek fanów.

Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra*


Zostawię na chwilę fabułę w spokoju - nie ma sensu przypadkiem zdradzić z niej więcej niż się powinno. „Frank” to w znakomitej części film muzyczny (nie mylić z musicalem), czy to na koncertach, czy w irlandzkiej samotni, przewija się muzyka zespołu „The Soronprfbs” (jeśli masz problem z wymową tej nazwy - spokojnie - nie jesteś jedyny/na). Przyjemnie zaskoczył mnie wokal Fassbendera, chociaż absolutnie nie potrafię zdefiniować jaką muzykę tworzą nam bohaterowie - indie rock, rock alternatywny z domieszką muzyki elektronicznej… szczerze - to po prostu trzeba usłyszeć. Poszukiwanie oryginalnych dźwięków za sprawą Franka przesunęło się na nieosiągalny dla przeciętnego muzyka poziom.
„Franka” zdefiniowano jako dramat, komedię - co do pierwszego nie sposób się nie zgodzić, bo dramatycznych i naprawdę ciężkich momentów jest wiele, a odpowiedź na pytanie: „co kryje się w tej głowie… pod tą głową?!” zdecydowanie nie należy do najprostszych i najprzyjemniejszych. Co do drugiej kategorii, „Frank” ma w sobie sporo czarnego humoru, trochę sytuacyjnego, trochę wynikającego z tego co postanowił daćw ręce Jonowi Abrahamson - smartfona, z którego możliwości często i gęsto Jon korzysta opowiadając swoją historię jednocześnie na wszelakich możliwych mediach społecznościowych. Ten miks nowoczesności i niezależności (rozumianej jako „pozostawanie w cieniu jako niewielki zespół”) przynosi bardzo nieoczekiwane dla wszystkich sytuacje.

Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle*


Za dwadzieścia lat mało kto będzie o „Franku” pamiętał, cieszę się na myśl, że będę w tym niewielkim gronie, nie dlatego, że to film wybitny, absolutnie, daleko mu do tego przymiotnika - ale dlatego, że takie kino potrafi przedstawić sporą dawkę szaleństwa, czasami rozumianego dosłownie, w sposób prosty, wzruszający i - co powinno zostać odebrane jako komplement - dziwny. Przy tym wszystkim mamy oczywiście znakomitych aktorów, wywiązujących się ze swoich ról na piątkę z plusem, reżysera, który potrafił upchać w ten krótki film naprawdę wiele wątków, muzykę, która oryginalnością przebija większość „profesjonalnych” kapel, oraz znakomite zdjęcia irlandzkich krajobrazów, które aż zachęcają na daleki wypad do takiej samotni.

*fragmenty wiersza Edwarda Stachury „Życie to nie teatr”

Michał Szulczewski


Frank - Zdjęcie 1 Frank - Zdjęcie 2 Frank - Zdjęcie 3 Frank - Zdjęcie 4 Frank - Zdjęcie 5 Frank - Zdjęcie 6 Frank - Zdjęcie 7 Frank - Zdjęcie 8 Frank - Zdjęcie 9 Frank - Zdjęcie 10