Filmy - FilmLine.pl

Filmy:

Fury

Aktualizacja: 2016-06-10 16:20:34



Film Furia (2014) Kwiecień 1945 roku, alianckie wojska powoli przesuwają się w głąb Niemiec, Don „Wardaddy” Collier dowódca czołgu Sherman otrzymuje właśnie nowe zadanie oraz… nowego załoganta.

Ocena: 8.5/10 (3685)
Premiera: PL (2014-10-15)
Długość: 02:14:00
Gatunek: Dramat, Wojenny
Produkcja: Chiny, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: David Ayer
Scenariusz: David Ayer
Muzyka: Steven Price
Zdjęcia: Roman Vasyanov

Obsada: Brad Pitt - Don „Wardaddy” Collier, Shia LaBeouf - Boyd „Bible” Swan, Micharel Pena - Trini „Gordo” Garcia, Logan Lerman - Norman Ellison, Jon Bernthal - Grady „Coon-Ass” Travis, Brad William Henke - sierżant Davis, Jim Parrack - sierżant Binkowski

Furia:


Furia - 00:00:00 / 02:14:00
Wojna powoli zmierza ku końcowi, jednak niemieccy żołnierze na swoim terytorium nie zamierzają poddać się bez walki. Elitarne i fanatyczne jednostki SS oraz Hitlerjugend stają do walki przeciwko z wolna napierającym alianckim oddziałom. Dowódca czołgu Sherman (zwanego „Furią”) Don „Wardaddy” Collier (Brad Pitt) to doświadczony żołnierz, który dba o swoją załogę, kiedy ginie jeden z jej członków do zespołu przydzielony zostaje Norman Ellison (Logan Lerman). Norman, który na wojnie jest dopiero od ośmiu tygodni jest kompletnym żółtodziobem i nie będzie miał wiele czasu by zyskać sobie sympatię reszty załogi, a poza Collierem należą do niej: Boyd „Bible” Swan (Shia LaBeouf), Trini „Gordo” Garcia (Michael Pena) oraz Grady „Coon-Ass” Travis (Jon Bernthal). „Furia” otrzymuje nowe zadanie - wraz z kilkoma innymi czołgami ma zabezpieczyć miejsce do którego prawdopodobnie zmierza znaczna grupa niemieckich żołnierzy… Jak to jednak na wojnie bywa - sprawy szybko się komplikują, a załoga „Furii” kolejny raz będzie musiała wykrzesać z siebie i ze swojej maszyny ostatki sił by przetrwać.

Recenzja Filmu Furia:



World War XXL



„Furia” Davida Ayera to z pewnością jeden z tych tegorocznych filmów, których nie wypada nie zobaczyć nawet jeśli nie gustujemy w drugowojennych produkcjach, dlaczego? Ayer postawił bowiem na efektowność (i to w ilościach nie widzianych od „Szeregowca Ryana”) kosztem co prawda całkowitego wyzbycia się realizmu, mam na myśli chociażby „realizm” związany z zachowaniem się żołnierzy - tak, po raz n-ty obejrzymy niemieckich żołnierzy (i to tych zwanych „elitarnymi” z SS), którzy w hurtowych ilościach z własnej nieprzymuszonej woli pakują się prosto pod lufy Amerykanom. Nie brzmi to może dobrze, ale spokojnie - „Furia” nadrabia i odwdzięcza się wspomnianą już efektownością i rozmachem, dodajmy do tego znakomitą grę aktorską a wyjdzie nam z tego równania jeden możliwy wniosek - mamy hit, hit na miarę popkulturowych oczekiwań.

Błoto, błoto i jeszcze raz błoto


Oglądając film, można odnieść wrażenie, że w kwietniu 1945 roku sporą część niemieckiego krajobrazu stanowiły pola pełne błota usiane rozkładającymi się trupami, a miasta i miasteczka to istna wylęgarnia czających się wszędzie snajperów. Trochę to przekoloryzowane, niemniej dzięki temu między innymi udało się stworzyć naprawdę klimatyczną otoczkę do głównej akcji rozgrywającej się na ekranie. Widać jak na dłoni, że współpraca Ayera z Romanem Vasyanovem (autorem zdjęć) na planie układała się bezproblemowo, zresztą duet ten współpracował już - równie udanie - przy filmie „Bogowie ulicy”. Od strony technicznej trudno się do czegoś przyczepić, eksplozje, wybuchy czy nawet rykoszety wyglądają i brzmią całkiem przyjemnie, tu i ówdzie wspomagano się oczywiście dodatkowymi „fajerwerkami”, ale z zachowaniem umiaru i pozytywnym wpływem na wygląd ujęć (Michael Bay mógłby się takiej „oszczędności” w kwestii wybuchów od Ayera uczyć). Sporo osób narzeka na wygląd kolorowych smug po pociskach, momentami „Furia” to istne „Gwiezdne wojny”, musimy pamiętać, że podczas drugiej Wojny Światowej pociski smugowe były już czymś zupełnie standardowym, być może przesadzono jedynie z ich ilością. Niemniej, znów, to wszystko dla efektowności.

Czterej pancerni i Norman


W skład załogi tytułowego Shermana wchodzą: Don „Wardaddy” Collier (Brad Pitt), Boyd „Bible” Swan (Shia LaBeouf), Trini „Gordo” Garcia (Michael Pena), Grady „Coon-Ass” Travis (Jon Bernthal) oraz „świeżak” Norman Ellison (Logan Lerman). Cała piątka aktorów spisała się kapitalnie, między ich postaciami iskrzy, a chociaż każdy z nich jest zupełnie inny to bez wahania oddaliby za siebie życie. Mają swoje momenty słabości, zwątpienia, ale są razem i zrobią wszystko by obronić swój „dom”, swoją „Furię”. Norman, który nigdy nikogo nie zabił dołącza do załogi po śmierci poprzedniego strzelca i od początku zostaje rzucony na głęboką wodę, nie mogło oczywiście zabraknąć wątku związanego z zabijaniem jeńców, czy też ogólnie zabijaniem - spokojnie - moralizowania w nieznośnych ilościach nie zauważyłem. Zresztą bardzo szybko jakakolwiek „moralność” schodzi na dalszy plan, wojenna logika jest nieubłagana - „albo ty go zabijesz, albo on ciebie”. Brad Pitt z wiekiem gra coraz lepiej, rolą Wardaddy’ego chyba upragnionego Oscara nie wywalczy, ale nadał tej postaci wyrazistości jakiej nie widziałem od czasu Toma Hanksa w „Szeregowcu Ryanie”. Na osobne wyróżnienie zasługuje moim zdaniem Jon Bernthal (którego ostatnio mogliśmy obejrzeć chociażby w „Wilku z Wall Street”), granie tego najbardziej „paskudnego” z załogi nigdy nie jest proste, poniżanie i dogryzanie „nowemu” nie wzbudza zachwytu publiczności, ale to właśnie świadczy o tym jak dobrze z roli Grady’ego wywiązał się Bernthal.

O jeden patos za daleko(?)


Brak realizmu o którym wspomniałem na początku mogę wybaczyć, niech będzie, że niemieccy żołnierze to niemal zombiaki pakujące się setkami pod koła i lufę „Furii”, wybaczę nawet tę scenę, w której Logan Lerman z przezabawną zaciekłością na twarzy i rękoma zaciśniętymi na strzelającym ckm-ie powtarza kilka(naście) razy „pieprzeni naziści!”. Wszystkie niedociągnięcia, wpadki, czy też zwyczajnie błędy (unieruchomiona i pozbawiona załogi „Furia” sama zmienia sobie ustawienie wieży pomiędzy scenami, finałowa walka zaczyna się za dnia, by dosłownie po jednym przejściu między scenami rozgrywać się ciemną nocą) jestem w stanie wybaczyć, ale… nie, tym razem nie będzie żadnego „ale” - nawet przelewający się litrami (jak zawsze w hollywoodzkich produkcjach tego typu) patos i nachalne gloryfikowanie amerykańskich żołnierzy wybaczam. „Furia” nie miała ambicji być realistyczną wojenną historią o walce i śmierci - trudno więc abym w takich kryteriach ją ocenił, spodziewałem się natomiast ogromnego hamburgera z Bradem Pittem w środku, zjadłem i przyznam szczerze, że chętnie zjadłbym jeszcze jednego.

Michał Szulczewski


Furia - Zdjęcie 1 Furia - Zdjęcie 2 Furia - Zdjęcie 3 Furia - Zdjęcie 4 Furia - Zdjęcie 5 Furia - Zdjęcie 6