Filmy - FilmLine.pl

Film:

The Grand Budapest Hotel

Aktualizacja: 2016-06-10 16:20:33



Film Grand Budapest Hotel (2014) Konsjerż Gustave H. prowadzący słynny Grand Budapest Hotel zaprzyjaźnia się z boyem hotelowym - od tej pory Zero i Gustave stają się niemal nierozłącznymi przyjaciółmi.

Ocena: 9.3/10 (4094)
Premiera: PL (2014-02-06)
Długość: 01:40:00
Gatunek: Dramat, Komedia
Produkcja: Niemcy, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Wes Anderson
Scenariusz: Wes Anderson
Muzyka: Alexandre Desplat
Zdjęcia: Robert D. Yeoman
Nagrody: - Nagroda Grand Prix Jury dla Najlepszego filmu - Srebrny Niedźwiedź na festiwalu Berlinale 2014. - Najlepszy film zagraniczny, nagroda Davida di Donatello 2014.

Obsada: Ralph Fiennes - Gustave H., F. Murray Abraham - Mr. Moustafa, Tony Revolori - Zero Moustafa, Mathieu Amalric - Serge X, Adrien Brody - Dmitri Desgoffe-und-Taxis, Willem Dafoe - Jopling, Jeff Goldblum - Vilmos Kovacs, Harvey Keitel - Ludwig, Jude Law - Młody pisarz, Bill Murray - Pan Ivan, Edward Norton - Henckels, Saoirse Ronan - Agatha, Jason Schwartzman - Jean, Léa Seydoux - Clotilde, Tilda Swinton - Madame D., Tom Wilkinson - Autor, Owen Wilson - Chuck

Najnowszy film Wesa Andersona zabiera nas w przeszłość w podróż po fikcyjnej krainie Zubrovki, gdzie znajdował się jeden z największych i najsłynniejszych hoteli tamtych czasów - The Grand Budapest Hotel. W latach jego świetlności konsjerżem był tam Gustave H. (Ralph Fiennes), wymagający od swoich podwładnych perfekcji, profesjonalizmu i dokładności w każdej możliwej hotelarskiej dziedzinie. O wyjątkowości i przedziwnym, staroświeckim sposobie bycia Gustave’a już niedługo przekona się nastoletni Zero (Tony Revolori) - nowy boy hotelowy, który z niezrozumiałych nawet dla siebie powodów szybko zostaje ulubieńcem i przyjacielem ekscentrycznego konsjerża. „The Grand Budapest Hotel” to film w którym dramat przeplata się z komedią, a kompozycja szkatułkowa, kolejne retrospekcje sprawiają, że główny wątek z każdym kolejnym „poziomem” nabiera nowych znaczeń. Tegoroczna pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów specyficznego kina Andersona.

Grand Budapest Hotel (zwiastun):




Recenzja Filmu Grand Budapest Hotel:



W magicznym świecie Andersona



Od A do Z


„Grand Budapest Hotel” będzie trudnym seansem dla widzów, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z żadnym filmem Wesa Andersona, reżyser m.in.: „Moonrise Kingdom”, „Fantastycznego Pana Lisa” czy „Rushmore” ma bardzo specyficzne podejście do tworzenia swoich filmów. Często prowadzi je narracja zza planu jednego z bohaterów, wszelkie możliwe efekty typowo specjalne powstają z minimalnym użyciem zielonego ekranu, a ilość szczegółów i drobiazgów jakie poukrywane są na ekranie sprawia, że niekiedy dopiero przy trzecim czy czwartym podejściu dostrzegamy ukryte odniesienia mogące zmieniać znaczenia scen. Anderson jest perfekcjonistą i filozofem (z wykształcenia), doskonale widać to w „Grand Budapest Hotel”, każdy poziom retrospekcji oglądamy w innym - dopasowanym do najpopularniejszego wtedy - formacie obrazu. Dzięki temu zabiegowi nie pogubimy się przy kolejnych przejściach, a ponieważ główna historia filmu rozgrywa się w latach 30. XX wieku największą część stanowią sceny nagrane w formacie 1.37:1 co oznacza mniej więcej tyle, że właściciele nowoczesnych panoramicznych telewizorów skazani zostają na dwa szerokie czarne paski na brzegach ekranu. Wspominam o tym, bo całkiem sporo osób nie rozumie i irytuje się na widok takiego obciętego obrazu, a dla mnie jest to tylko jeden z wielu elementów świadczących o tym jako poważnie Anderson traktuje swoje filmy.

Stara gwardia i wisienki na torcie


Anderson postawił w większości na sprawdzonych już przez siebie aktorów, nie mogło zabraknąć jego przyjaciela Owena Wilsona (niewielka rola Chucka), Billa Murray’a („Grand Budapest Hotel” to już siódmy film Andersona w którym zagrał), Jasona Schwartzmana (podobnie - szósty wspólny film), Edwarda Nortona, Tildy Swinton, Harveya Keitela (ostatnia trójka spotkała się już na planie „Moonrise Kingdom”) oraz Adriena Brody’ego, Jeffa Goldbluma czy chociażby Willema Dafoe. Już teraz ta lista robi wrażenie, a o najlepszych z całej obsady wspomnę dopiero teraz. Ralph Fiennes swoim występem u Andersona sprawił, że być może po raz trzeci stanie do walki o Oscara. Osobiście uważam, że rola Gustave’a H. zasługuje przynajmniej na finałową piątkę nominowanych, ale być może do końca roku pojawi się kilku nowych konkurentów dla Fiennes’a. Konsjerż hotelu Grand Budapest to niezwykle złożona postać, romantyk, miłośnik poezji, który zdecydowanie nie urodził się w swoich czasach, wymagający wobec swoich podwładnych, pełen wdzięku i - momentami przezabawnej ze względu na niedostosowanie do okoliczności - kultury osobistej, do tego drzemie w nim ukryty cynik, materialista, skłonny jednak do zupełnie nieoczekiwanego poświęcenia oraz autorefleksji. Potrafi w jednej chwili zwyzywać biednego Zero, by kilka sekund później przepraszać go za wszystko. Właśnie, Zero, Zero Moustafa - to drugi główny bohater, w wersji starszej grany przez F. Murray’a Abrahama, zaś w wersji młodszej przez znakomitego Tony’ego Revolori’ego, dla młodego Kalifornijczyka to pierwsza tak duża i poważna rola i zapewne spełnił wszystkie pokładane w nim przez reżysera nadzieje. Nie mogło zabraknąć wątku miłosnego, ten zawdzięczamy pięknej Saoirse Ronan i granej przez nią Agacie. Na wspomnienie zasłużył również Willem Dafoe, chyba nie możliwe wydaje się znalezienie bardziej odpowiedniego aktora do roli Joplinga - zimnokrwistego mordercy działającego na zlecenie rodziny Desgoffe-und-Taxis, twarz Dafoe do takich właśnie ról nadaje się po prostu perfekcyjnie.

Od Z. dla A.


Dobrze, ale co poza znakomitą obsadą i oryginalnie przedstawioną historią ma do zaoferowania „Grand Budapest Hotel”? Świetna muzyka Alexandre’a Desplata jaka niemal cały czas towarzyszy nam w tle jest genialnie dopasowana do akcji (np. delikatne marsze przy scenach z udziałem wojskowych), wariacje z klasycznymi naleciałościami podobnie jak w „Moonrise Kingdom” tak i tutaj zrobiły na moich uszach ogromne wrażenie. Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to Anderson już ósmy raz zaufał Robertowi Yeomanowi i z pewnością tej decyzji nie będzie żałował, ekipa filmowa zatrzymała się w Gorlitz (które po naszej, polskiej stronie zwie się Zgorzelec) i miała stamtąd blisko zarówno w góry niemieckie jak i czeskie, kręcono m.in. w regionie Karlsbad, gdzie w Karlowych Warach znajduje się słynny punkt widokowy „Jeleni skok” - wykorzystany w filmie w wielu scenach. Kolejnym wartym wspomnienia ogromnym plusem „Grand Budapest Hotel” jest niesamowita wręcz ilość ukrytych odniesień do innych filmów nie tylko Andersona, wspomniałem już o tym na początku - dbałość o szczegóły i to puszczane z humorem „oczko” w kierunku widza po prostu wymaga od nas więcej niż jednego seansu.

Otwierając kolejną szkatułkę


Ze względu na retrospektywny charakter filmu i jego poniekąd szkatułkową kompozycję oglądamy wydarzenia z perspektywy czterech różnych pokoleń, czasów, kontekstów historycznych i bohaterów, których przekonania ewoluują wraz z ich doświadczeniem życiowym. „Grand Budapest Hotel” urzekł mnie swoją melancholią, nostalgią z jaką swoją historię opowiada dorosły już Zero, nie ma tutaj hollywoodzkiego zakończenia, trudno tak naprawdę jednoznacznie określić czy film kończy się szczęśliwie czy nie… wszystko bowiem zależy od perspektywy czasu, kontekstu jaki towarzyszy każdemu bohaterowi, każdej śmierci, każdemu niedokończonemu zdaniu. Śmierć nie jest tutaj tragedią, jest czymś naturalnym, o czym mówi się i myśli ze spokojem, ze spokojnym wzruszeniem. Wes Anderson kolejny raz udowodnił, że jego wyobraźnia i wiedza jest niesamowita, „Grand Budapest Hotel” jest jak piękne stare rodzinne zdjęcie, budzi wspomnienia, czasami pojawia się na jego widok uśmiech, czasami smutek, tęsknota, ale tak czy inaczej trudno jest przejść obok niego obojętnie.

Michał Szulczewski


Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 1 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 2 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 3 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 4 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 5 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 6 Grand Budapest Hotel - Zdjęcie 7