Filmy - FilmLine.pl

Film:

The Hobbit: The Battle of the Five Armies

Aktualizacja: 2016-06-10 16:20:41



Film Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (2014) Ostatnia część przygód Bilbo Bagginsa, który wraz z kompanią krasnoludów zdobywa Samotną Górę. Nikt nie wie jednak jak wielkie zło zbliża się do Ereboru.

Ocena: 7/10 (2720)
Premiera: PL (2014-12-01)
Długość: 02:24:00
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Produkcja: Nowa Zelandia, USA
Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Fran Walsh, Philippa Boyens, Guillermo del Toro, Peter Jackson
Muzyka: Howard Shore
Zdjęcia: Andrew Lesnie

Obsada: Martin Freeman - Bilbo Baggins, Richard Armitage - Thorin, Ian McKellen - Gandalf, Lee Pace - Tranduil, Aidan Turner - Kili, Luke Evans - Bard, Orlando Bloom - Legolas, Graham McTavish - Dwalin, Benedict Cumberbatch - Smaug, Evangeline Lilly - Tauriel, Cate Blanchett - Galadriel, Dean O’Gorman - Fili

Smaug w akcie zemsty atakuje miasto na jeziorze, bezbronni mieszkańcy rzucają się do ucieczki. Jedynie Bard (Luke Evans) staje do walki ze smokiem, którego ogień zalewa całe miasto. Tymczasem kompania krasnoludów pod dowództwem Thorina (Richard Armitage) umacnia swoje pozycje w Samotnej Górze, wciąż poszukują Arcyklejnotu, który ostatecznie potwierdzi prawowitość władzy nowego Króla pod Górą. Nikt nie spodziewa się jak wielkie niebezpieczeństwo i zło zmierza w stronę Ereboru - odzyskujący siły Sauron wysyła na wojnę legiony orków. Bilbo Baggins (Martin Freeman) wraz z przyjaciółmi (poza kompanią krasnoludów na ekranie ponownie ujrzymy m.in.: Gandalfa, Legolasa oraz Tauriel) kolejny raz stanie przed śmiertelnie niebezpiecznym zadaniem. „Hobbit: Bitwa Pięciu Armii” to ostatnia część filmowej trylogii wyreżyserowanej przez Petera Jacksona, zainspirowanej przez książkę J.R.R. Tolkiena - „Hobbit, czyli tam i z powrotem”.

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (zwiastun):




Recenzja Filmu Hobbit: Bitwa Pięciu Armii:



Ostatnia wyprawa do Śródziemia, czyli Peter Jackson i jego fan fiction



Nie było chyba w historii kina filmów, na które czekałoby tyle milionów fanów. Trylogia „Władcy Pierścieni” została zakończona w 2003 roku w sposób bezprecedensowy - „Powrót Króla” okazał się najlepszym filmem z serii zdobywając 11 Oscarów i zarabiając ponad 1,1 mld dolarów na całym świecie przy jednoczesnym pozytywnym przyjęciu przez krytykę. Niecałe 10 lat później Peter Jackson postanowił wrócić do Śródziemia, tym razem za materiał źródłowy mając książkę „Hobbit, czyli tam i z powrotem” J.R.R. Tolkiena. Podzielenie tej niespełna 300 stronicowej książki na aż trzy długie filmy od początku budziło wiele zastrzeżeń wśród fanów. Z każdej strony słyszeć można było zawodzenie to wszystko po to aby wyciągnąć od ludzi więcej kasy!, ale moim skromnym zdaniem - materiału (zwłaszcza tego dodanego przez Jacksona i resztę scenarzystów) było za dużo na jeden, czy nawet dwa filmy, a skoro to najprawdopodobniej ostatnia okazja do zekranizowania przygód ze Śródziemia, to dlaczego nie? Każda minuta dłużej w krainie Tolkiena powinna przecież ucieszyć fanów?

Co mogło pójść nie tak?


Pierwsze dwie części nowej trylogii spotkały się z podobnymi zarzutami, „Niezwykła podróż” oraz „Pustkowie Smauga” miejscami dłużyły się w nieskończoność, a wplecione w nie historie dały nam wszystkim jasno do zrozumienia - to nie jest ekranizacja „Hobbita”, to w większej części fan fiction stworzone przez Jacksona i innych zapaleńców. Nie ma w tym nic złego, a może raczej - nie byłoby w tym nic złego, gdyby tylko te wątki miały jakieś fabularne uzasadnienie inne niż późniejsza wygodna możliwość ich wykorzystania do absurdalnego wątku miłosnego czy też nieuzasadnionych odniesień do „Władcy Pierścieni”. Jacksona w „Biwie Pięciu Armii” poniosła fantazja (o ironio!). Albo stało się tak przypadkiem - bo wpadając w twórczą gorączkę faktycznie można się w czymś zatracić i zgubić dystans do tego, co się tworzy - albo zrobił to świadomie skoro to i tak ostatni film, to pójdźmy na całość! Pie*rzyć logikę i fabułę, wrzućmy wszystkich i wszystko do jednego kotła i zamieszajmy! Aha, to nie oznacza automatycznie, że film jest tragiczny, natomiast wymaga od nas przymknięcia oczu na taką liczbę błędów, głupot i naciąganych wydarzeń, jakiej w świecie Śródziemia jeszcze nie widzieliśmy. Jeśli nie masz z tym problemu - „Bitwa Pięciu Armii” to z pewnością film dla ciebie.

Eagle ex machina. W poszukiwaniu głównego bohatera


Tym razem Jackson orłów używa nieco subtelniej niż ostatnio, niemniej - wciąż ratują skórę bohaterom. Zresztą moment, w którym się pojawiły był już dawno po tym kiedy kropla przepełniła czarę goryczy. Bardzo staram się unikać spoilerów, więc zostawię na chwilę te biedne orły. Kilka słów o aktorach, chociaż każdemu należałby się osobny akapit, to spróbuję się streścić, jak najbardziej to możliwe. Martin Freeman - jego Bilbo Baggins jest świetny, po prostu, te wszystkie drobne gesty i widoczna przemiana od czasu „Niespodziewanej podróży” sprawiają, że jeśli szukać aktora, który zyskał po tych filmach najwięcej to moim zdaniem będzie to Freeman właśnie. Richard Armitage - w pierwszej części był nijaki, jego Thorin spokojnie mógł brać udział w castingu na najmniej charyzmatycznego przywódcę w historii kina. „Pustkowie Smauga” przyniosło poprawę, a w „Biwie Pięciu Armii” Armitage pokazał pełnię swoich aktorskich możliwości. Ian McKellen jako Gandalf to strzał w dziesiątkę, ale o tym wiemy już od dawna. W zasadzie nie bardzo mogę się przyczepić do jakiegokolwiek aktora czy też aktorki, jedynie Luke Evans jako Bard zaliczył zdecydowanie gorszy występ niż w drugiej części. W „Biwie…” jest nijaki, tak idealny, że aż nijaki - poważnie, zostawienie przy życiu Alfrida nie miało żadnego sensu, Bard powinien przewodził tłumowi mieszkańców, którzy chcieli powiesić szczura.
„Bitwa Pięciu Armii” nie ma głównego bohatera, Jackson rzuca widza od wątku do wątku - Thorin walczy z chorobą - bum! - przenosimy się do walki z Sauronem. Próba spięcia wszystkiego w logiczną całość podczas końcowej bitwy nie mogła się udać. Bilbo, Thorin, Gandalf, Bard, Fili, Kili, Tauriel, Thranduil, Legolas, Galadriela, Elrond, Saruman… jakim cudem Jackson chciał udanie zmieścić taką ilość postaci w tej historii?! Jakby tych pozytywnych postaci było mało dostajemy jeszcze równie rozbudowane wątki dotyczące przeciwników naszych bohaterów. Fabuła tego wszystkiego jest nielogiczna (uwaga! Spoilery!) - skoro Sauron zostaje zmuszony do wycofania się, czy wręcz zostaje wygnany i - w pewnym sensie - pokonany, to kto w takim razie decyduje się kontynuować atak orków?! Azog? Bolg? Przecież obaj byli sługami Saurona? Co sobie myśleli? No trudno, atakujemy chociaż Sauron nam nie pomoże. Pozostaje jeszcze kwestia tego dlaczego Elrond i Saruman nie wybrali się do Ereboru na decydującą bitwę, widać uznali, że wystarczy walki na dzisiaj…

Śródziemie, fizyka i miliony błędów


Wiem, że czepianie się fizyki w świecie fantasy nie bardzo ma sens, ale sam Jackson bardzo się o to prosi. Nie chodzi tylko o scenę z Legolasem (nie wspomniałem - Orlando Bloom w niczym, poza walką, nie przypomina postaci jaką znamy z „Władcy Pierścieni”), czy też o to co miało miejsce podczas finałowej walki między Thorinem a Azogiem (na marginesie - to chyba najlepiej zrobiony pojedynek w całej trylogii), a o tak banalne rzeczy jak słońce rzucające cienie akurat tam gdzie tego wymaga reżyser itd. Zresztą takich typowych błędów filmowych jest zatrzęsienie, prawdopodobnie pozostałe dwa filmy w sumie nie miały tylu błędów co „Bitwa Pięciu Armii”. Poza wspomnianym światłem, pamiętacie jak Smaug pod koniec drugiej części wylatuje z Samotnej Góry? Przy okazji robi ogromną dziurę w bramie, czy nawet całej tej okazałej konstrukcji będącej wejściem… cóż… w kilku pierwszych scenach okazuje się, że Smaug jednak kulturalnie wyleciał kominem, bo wszystko jest nietknięte. Później jednak Thorin nakazuje krasnoludom odbudować bramę i całą konstrukcję, która - przy bliższych ujęciach - ewidentnie jest zniszczona. Co dalej? Zima. Chociaż ewidentnie mamy zimę w Mieście nad Jeziorem (lodowe kry, które pokrywają jezioro oraz kanały) to kiedy ocaleni mieszkańcy miasta docierają do brzegu okazuje się, że cały lód gdzieś się rozpłynął (smok roztopił go ogniem?!) a Bard informuje wszystkich, że muszą znaleźć schronienie, gdyż niedługo nadejdzie zima. Zima dotarła do Miasta nad Jeziorem ale nie miała czasu aby dotrzeć kilkaset metrów dalej do brzegu? Miasto Dale, do którego udali się ludzie było jeszcze mniej zdecydowane jeśli chodzi o porę roku - w jednych scenach widzimy śnieg, by w następnych ujrzeć gołą trawę. Błędów w „Biwie Pięciu Armii” jest strasznie dużo, owszem pojawiały się one i we „Władcy Pierścieni” i w pierwszych dwóch filmach nowej trylogii, ale nigdy do tej pory nie pojawiały się w takiej ilości i w tak oczywisty, wręcz bezczelny sposób.

Mogło być gorzej?


Finałowa bitwa jest chyba najgorszą jaką do tej pory mogliśmy ujrzeć w Śródziemiu, Jackson postanawia skakać od bohatera do bohatera, przez co wrażenie, ze mamy do czynienia z epicką bitwą gdzieś ulatuje (jak te nieszczęsne orły). Zamiast obserwować setki orków nacierające na Dale (gdzie był m.in. Gandalf - swoją drogą - niemal bezużyteczny podczas całej potyczki) obserwujemy Tauriel (Evangeline Lilly) - bohaterkę dopisaną do scenariusza chyba tylko dlatego, żeby w ogóle mieć jakąś żeńską bohaterkę, a co za tym idzie, absurdalny wątek miłosny.
Mimo wszystko mogło być gorzej, „Bitwę Pięciu Armii” ratują aktorzy (z tych o których nie wspomniałem na wyróżnienie, pomimo przeciętnie napisanych postaci, zasłużyli Lee Pace i Aidan Turner) oraz rozmach i umiejętne wykorzystanie efektów specjalnych, owszem czasami CGI bywa irytujące, ale całość pod względem technicznym trzyma poziom poprzednich dwóch części. Nie jest to najlepsze pożegnanie ze Śródziemiem, a z pewnością nie jest to takie pożegnanie jakiego oczekiwałem, ale… skoro podczas napisów końcowych zrobiło mi się smutno, tak po prostu, od serca, to znaczy, że Jackson swój cel osiągnął - ostatnia wycieczka do krainy pełnej magii, pełnej dobra i zła, na długo pozostanie w pamięci fanów. A reszta widzów? Cóż, zawsze można zupełnie zignorować niedostatki fabularne, proste błędy montażowe oraz silenie się na humorystyczne sceny i zwyczajnie dobrze się bawić. Podejrzewam, że tak epickiej i pozytywnie patetycznej historii, a do tego przedstawionej z takim rozmachem nie ujrzymy w kinach zbyt szybko.

Michał Szulczewski


Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 1 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 2 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 3 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 4 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 5 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 6 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 7 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 8 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 9 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 10 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 11 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 12 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 13 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 14 Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Zdjęcie 15