Filmy - FilmLine.pl

Filmy:
Aktualizacja: 2016-06-10 16:24:38



Film Kochanie, chyba cię zabiłem (2014) Nagranie morderstwa trafia przypadkowo w ręce pracownika wypożyczalni filmów. Ten postanawia szantażować mordercę.

Ocena: 4/10 (260)
Premiera: PL (2014-04-04)
Długość: 01:25:00
Gatunek: Sensacyjny, Czarna komedia
Produkcja: Polska
Reżyseria: Jakub Nieścierow
Scenariusz: Jakub Nieścierow
Muzyka: Olaf Deriglasoff
Zdjęcia: Maciej Majchrzak

Obsada: Zbigniew Zamachowski - Jan Pokojski, Izabela Kuna - Janina Pokojska>, Roma Gąsiorowska - Lucyna, Arkadiusz Jakubik - Graś, Anna Karczmarczyk - Wika, Leszek Lichota - Lidzbarski, Ireneusz Czop - Wierzbowski, Marcin Korcz - Kacper, Jakub Wieczorek - Detektyw, Maciej Gąsiorek - Komendant

Kochanie, chyba cię zabiłem:


Kochanie, chyba cię zabiłem - 00:00:00 / 01:25:00
„Kochanie, chyba cię zabiłem” to polska komedia kryminalna, której reżyserem jest Kuba Nieścierow. Główny bohater filmu to Jan (Zbigniew Zamachowski), księgowy, który pragnie rodziny i spokojnego życia. Niestety pewnej feralnej nocy nakrywa żonę (Iza Kuna) z kochankiem, swoim szefem. W wyniku szarpaniny dochodzi do tragedii- Jan zabija i żonę, i kochanka. Świadkiem całego zdarzenia jest prywatny detektyw, który nagrywa morderstwo. Nagranie przypadkowo trafia w ręce Kacpra (Marcin Korcz), pracownika wypożyczalni filmów i jego dziewczyny (Anna Kaczmarczyk). Kacper jest w trudnej sytuacji finansowej i postanawia zaszantażować mordercę. W tym czasie do akcji wkracza para niedobranych i gamoniowatych policjantów: Wierzbowski (Ireneusz czop) i Graś (Arkadiusz Jakubik).

Recenzja Filmu Kochanie, chyba cię zabiłem:



W oparach absurdu, czyli „Kochanie, chyba cię zabiłem”



Kuba Nieścierow znany jest bardziej widowni telewizyjnej jako scenarzysta telewizyjnych seriali takich jak: „Tancerze”, „Spotkania” czy „Majka”, tym razem jednak pokazuje się w roli reżysera. Widzowie całej Polski szykujecie się na nadejście jednej z najbardziej absurdalnych komedii. „Kochanie, chyba cię zabiłem” to film o bardzo dużej liczbie bohaterów i skomplikowanej intrydze.
Głównym bohaterem produkcji jest Jan (w tej roli całkiem przyzwoicie radzący sobie z zadaniem Zbigniew Zamachowski), spokojny księgowy. Niestety nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że Jan nakrywa żonę in flagranti z kochankiem (najśmieszniejsza scena w filmie). Na dodatek podczas szarpaniny zabija zarówno żonę, jak i jej kochanka. Wszystko to rejestruje przypadkowo detektyw. Tak zaczyna się komedia pomyłek, pełna absurdalnych zdarzeń i niczym nieuzasadnionych zwrotów akcji. Od nadmiaru postaci i wątków widz dostaje zawrotu głowy. Niestety do niemal połowy filmu połączenia między postaciami nie są jasne. Wszystko zaczyna się układać w całość zdecydowanie za późno. Przez niestety większą część seansu widz próbuje zrozumieć, kto jest kim, jak się łączy z pozostałymi bohaterami i jaki cel mają dane sceny.
Fabularna gorączka nie dyskredytuje w pełni filmu, bo jak wiadomo polskie komedie nigdy realnością nie grzeszyły. Niestety produkcja kuleje także na innych płaszczyznach. Aktorsko film niestety nie trzyma najlepszego poziomu. W sposób pozytywny najbardziej wybijał się tutaj Arkadiusz Jakubik w roli niezbyt rozgarniętego funkcjonariusza policji. Żarty w „Kochanie, chyba cię zabiłem” także nie przedstawiają najwyższego poziomu, a wręcz przeciwnie czasem trzeba się schylić, by je zobaczyć. Chyba nikogo już nie śmieszą w kinie dialogi typu: „-Wpadka. - Tak Twoja matka mówiła”. Wtórność żartów, a także spora dawka niczym nieumotywowanych wulgaryzmów zaniża poziom produkcji.
„Kochanie, chyba cię zabiłem” jest przepełnione absurdem. Spokojny księgowy zostawia za sobą pokłosie trupów i nie wydaje się być specjalnie tym przejęty. W jednej ze scen bardziej interesuje się pieskiem niż „krwią na rękach”. Zachowania tego typu są całkiem odrealnione i oderwane od rzeczywistości. Komedia ta rządzi się swoimi prawami, a sytuacje w niej przedawnione świetnie obrazuje cytat, pierwsze zdanie z filmu: „to najbardziej poj***na rzecz, jaką widziałem”. Faktycznie scenariusz sprawia wrażenie pisanego po pijaku. Wszystko jest tak zapętlone i tak wręcz utopione w oparach absurdu, że widz nie wie, komu kibicować: przypadkowemu mordercy czy nieudolnej do granic możliwości policji?
„Kochanie, chyba cię zabiłem” mimo wielu minusów jest filmem do strawienia. Może nie śmieszy bardzo, ale też nie powoduje chęci natychmiastowego wyłączenia filmu. Produkcję da się obejrzeć do końca, gdzie czeka mała niespodzianka w postaci mądrej puenty: „Życie jest serią początków nie łańcuchem zakończeń. Dlatego jest takie piękne. I nie musisz od razu szarpać za spust, żeby odnaleźć swój raj. Z drugiej strony nigdy nie wiesz, kiedy oberwiesz rykoszetem.”

Agnieszka walczak


Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 1 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 2 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 3 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 4 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 5 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 6 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 7 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 8 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 9 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 10 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 11 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 12 Kochanie, chyba cię zabiłem - Zdjęcie 13