Filmy - FilmLine.pl

Filmy:

Heaven Is for Real

Aktualizacja: 2016-06-10 16:21:06



Film Niebo istnieje... naprawdę (2014) Film ten jest plastyczną opowieścią o świecie pozaziemskim, który widziany jest oczami czteroletniego chłopca.

Ocena: 6.3/10 (1603)
Premiera: PL (2014-04-16)
Długość: 01:40:00
Gatunek: Dramat
Produkcja: USA
Reżyseria: Randall Wallace
Scenariusz: Chris Parker, Randall Wallace
Muzyka: Nick Glennie-Smith
Zdjęcia: Dean Semler
Nagrody: Rok: 2014 Typ: nominacja Nagroda: Teen Choice Kategoria: Ulubiony dramat kinowy

Obsada: Kelly Reilly - Sonja Burpo, Greg Kinnear - Todd Burpo, Jacob Vargas - Michael, Nancy Sorel - dr Slater, Mike Mohrhardt - Jezus, Jon Ted Wynne - pan Jackson, Darcy Fehr - Lee Watson, Darren Felbel - pan Parker

Niebo istnieje... naprawdę:


Niebo istnieje... naprawdę - 00:00:00 / 01:40:00
„Niebo istnieje… naprawdę” (ang. Heaven Is for Real) to film produkcji amerykańskiej, który pojawił się na ekranach kin w 2014 roku. Reżyserem tego dramatu jest Randall Wallace. Scenariusz filmowy opracował Chris Parker w oparciu o bestsellerową powieść pod takim samym tytułem. Głównym bohaterem filmu jest czteroletni chłopiec, który podczas operacji przekroczył granicę życia i stanął na krawędzi śmierci. Mały bohater opowiada historię o wędrówce własnej duszy, która opuściła jego ciało w trakcie przeprowadzania zabiegu. Mały Colton wspomina podróż do nieba, a także opowieści ludzi, z którymi spotkał się podczas tej niesamowitej duchowej wędrówki. Bohater potrafi również opisać to, co działo się podczas operacji, jak zachowywali się wtedy jego rodzice. „Niebo istnieje… naprawdę” to plastyczna opowieść o świecie pozaziemskim, który nie jest znany ludziom na ziemi.

Recenzja Filmu Niebo istnieje... naprawdę:



Są ludzie, którzy się boją uwierzyć



Argument koronny


Reżyserem filmu pt. „Niebo istnieje… naprawdę” jest Randall Wallace. Scenariusz opracował reżyser razem z Chrisem Parkerem w oparciu o wydarzenia autentyczne. Już początkowe napisy czcionką wielkości tytułu informują widza, że historia ta jest oparta na faktach. Randall chciał zwrócić uwagę na autentyczność prezentowanej na ekranie historii. Można pokusić się o stwierdzenie, że stanowiło to poniekąd argument koronny. W ten sposób film trafić miał do jeszcze szczerszego grona odbiorów. Po co? Po to, żeby przekonać, zachęcić do obejrzenia, zwiększyć popularność. Ci, którzy wierzą w niebo, wierzyć nie przestaną. Ci, którzy omijają kościoły i Boga - z pewnością nie zostaną przekonani i potraktują film Randalla Wallace’a jako bajkę o sympatycznym chłopcu, który przeniósł się na chwilę od innego wymiaru, żeby pohasać po kolorowych łąkach.

Podróż do nieba


Łąki w prezentowanym przez Randalla niebie są kolorowe, bezpieczne, przyjemne. Momentami można złapać się na tym, że w takim świecie chciałoby się być, bo nie budzi on strachu i nie ma tam krzywdy. Tytułowe Niebo jest delikatne jak piórko, wielobarwne jak bajka, dobre i ciepłe jak domowa szarlotka z kruszonką. W takim miejscu znalazł się główny bohater - czteroletni Colton (Connor Corum). Chłopiec podczas operacji doświadcza śmierci klinicznej. Jego dusza opuszcza ciało i wybiera się w podróż do krainy Boga. Tam mały Colton spotyka swoją siostrzyczkę, która zmarła „w brzuszku mamusi”, o czym później nie zawaha się powiedzieć: „W Twoim brzuszku umarło dziecko”. Mały bohater poznaje także dziadka swojego ojca - Popa i jest świadkiem tego, jak rozstępują się białe chmury i nastaje jasność. Takie widzenie nieba kojarzyć się może z wyobrażeniami z dzieciństwa: łąki pełne zieleni, kwiatów, ciepłe powietrze, ogród, białe chmury i niezmierzona lekkość. Do podobnego nieba mogą nas zaprowadzić ślady Chrisa Nielsena, głównego bohatera filmu pt. „Między piekłem a niebem” (1998), który chce ocalić duszę swojej żony - samobójczyni.

Nieziemskie sprawozdanie


Mały bohater Colton próbuje przekonać otoczenie do tego, że był w niebie. Opowiada o aniołach widzianych z góry, o braku strachu, o jasności. Bohaterowie zaczynają zastanawiać się, czy to wszystko jest prawdą, czy jedynie opowieścią wymyśloną przez dziecięcą wyobraźnię. Mały chłopiec wytacza jednak z każdą chwilą coraz mocniejsze działa i stosuje niesamowitą amunicję słowną. Wszystko to staje się potwierdzeniem tego, że niebo istnieje naprawdę. Ojciec Coltona (Greg Kinnear) w pewnym momencie zaczyna wariować. Pastor sam nie wie, w co ma uwierzyć. Dzieci w szkole wyśmiewają „kolana Jezusa”, a społeczeństwo poddaje w wątpliwość autentyczność historii snutej cierpliwie przez małego chłopca:
- Nie wierzą mi, prawda?
- Nie wierzą, bo boją się uwierzyć.
- Czego się boją?
- Może tego, że nieba nie ma albo tego, że jest właśnie.

To całe „nieziemskie sprawozdanie” Coltona powoduje, że w społeczeństwie panuje poruszenie. Ostateczne kazanie głoszone w kościele przez pastora ma za zadanie przekonać wszystkich do tego, że niebo istnieje naprawdę.
Podsumowując, film Randalla Wallace’a nie zaskakuje choć momentami może poruszyć. Reżyser podaje nam tacy przekoloryzowaną wizję nieba, przez co brakuje w tej produkcji głębi i esencji. Z jednym i najważniejszym natomiast możemy się zgodzić: ludzie nie wierzą, bo boją się uwierzyć, a inspirację powinno się czerpać z serca.

Kaja Kowalewska


Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 1 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 2 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 3 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 4 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 5 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 6 Niebo istnieje... naprawdę - Zdjęcie 7