Filmy - FilmLine.pl

Filmy:
Aktualizacja: 2016-06-10 16:13:40



Film San Andreas (2015) Pilot helikoptera ratunkowego podczas ogromnego trzęsienia ziemi próbuje dostać się do swojej jedynej córki, by ją uratować.

Ocena: 6.3/10 (1256)
Premiera: PL (2015-05-21)
Długość: 01:54:00
Gatunek: Katastroficzny
Produkcja: Australia, USA
Reżyseria: Brad Peyton
Scenariusz: Carlton Cuse
Muzyka: Andrew Lockington
Zdjęcia: Steve Yedlin

Obsada: Dwayne The Rock Johnson - Tom, Carla Gugino -Emma, Ioan Gruffudd - Daniel Reddick, Colton Haynes - Joby, Matt Gerald - Harrison, Morgan Griffin - Natalie, Todd Williams - Marcus, Archie Panjabi - Serena, Kylie Minogue - Beth Riddick, Art Parkinson - Ollie

San Andreas:


San Andreas - 00:00:00 / 01:54:00
„San Andreas” to amerykański film katastroficzny w reżyserii Brada Peytona. Tytuł filmu odwołuje się do nazwy uskoku tektonicznego w Kalifornii- San Andreas. Przez ten właśnie uskok terytorium to nawiedzają trzęsienie ziemi. Głównym bohaterem filmu jest pilot helikoptera ratunkowego, Ray (Dwayne Johnson). Ray podejmuje się ryzykownej misji przedostanie się z Los Angeles do San Francisco podczas bardzo silnego trzęsienia ziemi. Doszło bowiem do przesunięcia się uskoku San Andreas, co spowodowało tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi o niebywałej sile 9 stopni w skali Richtera. Ray podejmuje się zadania, chcąc uratować swoją jedyną córkę. Akcja jest niebywale ryzykowna, gdyż miasto obraca się w gruzy.

Recenzja Filmu San Andreas:



Katastrofa z flagą w tle



Amerykanie kochają filmy katastroficzne. Nie ma praktycznie roku, w którym na ekranie nie pojawiłaby się produkcja opowiadająca o jakimś kataklizmie, klęsce żywiołowej. Oczywiście filmy te bazują na pewnych schematach, tak utartych, że można ścieżkami fabuł podążać z zamkniętymi oczami. W ubiegłym roku na ekranach królował huragan, czyli film „Epicentrum” Stevena Quale’a. W tym na srebrnym ekranie rozgościł się „San Andreas”. Tę wdzięczną nazwę, która stanowi tytuł filmu, nosi złowrogi uskok na terenie Kalifornii, który powoduje na tym terenie częste i gwałtowne trzęsienia ziemi.

Zatrzęsienie wątków


„San Andreas” to produkcja raczej niedoświadczonego reżysera. Brad Peyton znany jest bardziej wielbicielom kina młodzieżowego („Podróż na tajemniczą wyspę”, „Psy i koty: Odwet Kitty”), w kategorii filmów katastroficznych stawia on raczej swoje pierwsze kroki. Peyton korzysta oczywiście z wielu schematów, nie wprowadza do fabuły niczego świeżego czy zaskakującego. Mamy zatem katastrofę, która rozdziela bohaterów. Jednym z nich jest ojciec w trudnej sytuacji rodzinnej, pilot służ ratowniczych Ray, który mimo walącego w gruzy świata postanawia uratować swoją córkę Blake. Nie na tym jednak koniec. Peyton wprowadza multum kiepskich historyjek, które nie wnoszą nic ciekawego, są jedynie zapychaczem czasu i pokazują nieudolność budowania wątków pobocznych filmu. Tak naprawdę reżyser powinien skupić się na wątku głównym, który jak się okazuje, jest najlepszy i stanowi mocny punkt filmu.

„Skała” się nie kuszy


Kolejnym mocnym i nienaruszonym trzęsieniem ziemi punktem produkcji jest obsadzenie w roli głównej Dwayne „The Rock” Johnsona. Aktor ostatnio raczej nie miał szczęścia do dobrych ról, jego kreację w „Herkulesie” wolałabym jak najszybciej wytrzeć z pamięci. Tym razem „Skała” staje na wysokości zadnia, odpowiednio napina swoje pokaźne mięśnie i bierze na swoje barki ciężar ratowania swoich bliskich, ale także i ratowania produkcji. To bardzo dobrze rokuje na przyszłość byłego zapaśnika, z nadzieją wyczekuję kolejnych jego kreacji filmowych. Mięśniak, który umie być wrażliwy to rzadkość, a Dwayne potrafił przekazać to na ekranie w sposób wiarygodny i chwytający za serce.

Trzęsienie wyobraźni


Punktem kulminacyjnym i najważniejszą rzeczą w filmie „San Andreas” jest jednak kataklizm. Wszystkie niedostatki fabuły czy gry aktorskiej schodzą w przypadku filmów katastroficznych na dalszy plan. Najważniejsza jest w tym przypadku widowiskowość, a tego produkcji Peytona z pewnością nie można odmówić. Kiedy już miasto nawiedza kulminacja trzęsienia, wszystko zaczyna walić się jak źle ułożone domki z kart, widz wpada w prawdziwy trans i z zachwytem nad efektami obserwuje kataklizm. Niektóre sceny potrafią przyprawić o gęsią skórkę. Cały ten spektakl, jaki urządziła bohaterom Matka Natura, ogłada się z zapartym tchem. „San Andreas” byłby filmem zdecydowanie lepszym, gdyby zrezygnowano z wyświechtanych schematów. Produkcja jest niestety przepełniona patosem, flaga amerykańska powiewa, epatując patriotyzmem, a widzom zostaje podana kolejna porcja morałów o charakterze rodzinnym.

Marta


San Andreas - Zdjęcie 1 San Andreas - Zdjęcie 2 San Andreas - Zdjęcie 3 San Andreas - Zdjęcie 4 San Andreas - Zdjęcie 5 San Andreas - Zdjęcie 6 San Andreas - Zdjęcie 7 San Andreas - Zdjęcie 8 San Andreas - Zdjęcie 9 San Andreas - Zdjęcie 10 San Andreas - Zdjęcie 11 San Andreas - Zdjęcie 12 San Andreas - Zdjęcie 13 San Andreas - Zdjęcie 14