Filmy - FilmLine.pl

Filmy:
Aktualizacja: 2016-06-10 16:20:30



Film Whiplash (2014) Andrew rozpoczyna naukę w jednej z najlepszych szkół muzycznych w USA, swoją grą zwraca uwagę Terence’a Fletchera, do którego zespoły dostają się wyłącznie najlepsi muzycy.

Ocena: 9.3/10 (4872)
Premiera: PL (2014-01-16)
Długość: 01:45:00
Gatunek: Dramat, Muzyczny
Produkcja: USA
Reżyseria: Damien Chazelle
Scenariusz: Damien Chazelle
Muzyka: Justin Hurwitz
Zdjęcia: Sharone Meir
Nagrody: Festiwal filmowy w Sundance (2014): Główna Nagroda Jury w kategorii „najlepszy dramat”, Nagroda Publiczności za „najlepszy dramat”, Stowarzyszenie Krytyków Filmowych z Los Angeles: Najlepszy aktor drugoplanowy - J.K. Simmons, Bostońskie Stowarzyszenie Krytyków Filmowych: Najlepszy aktor drugoplanowy - J.K. Simmons, Stowarzyszenie Nowojorskich Krytyków Filmowych: Najlepszy aktor drugoplanowy - J.K. Simmons.

Obsada: Miles Teller - Andrew Neyman, J.K. Simmons - Terence Fletcher, Melissa Benoist - Nicole, Nate Lang - Carl, Paul Reiser - Jim, Austin Stowell - Ryan

Whiplash:


Whiplash - 00:00:00 / 01:45:00
Andrew Neyman (Miles Teller) właśnie rozpoczyna pierwszy rok nauki w konserwatorium muzycznym Schaefera w Nowym Jorku - jednej z najlepszych szkół muzycznych w Stanach. Jego możliwości szybko zostają dostrzeżone przez słynnego Terence’a Fletchera (J.K. Simmons) - dyrygenta i twórcę najlepszego zespołu w szkole, postanawia on dołączyć Andrew do swojej ekipy. Młody muzyk szybko przekonuje się, że plotki krążące o bezwzględności i despotyzmie Fletchera są niczym w porównaniu do rzeczywistości. Cel uświęca środki, a aby zostać kimś naprawdę wielkim trzeba cały czas przesuwać granice swojej wytrzymałości. Whiplash to dramat muzyczny wyreżyserowany przez Damiena Chazelle’a, w którym jednym z głównych bohaterów - poza wspomnianą już wyżej dwójką - jest sam jazz, który pochłania i hipnotyzuje wszystkich: Andrew, Fletchera oraz, przede wszystkim, widzów.

Recenzja Filmu Whiplash:



Potrójna zemsta, czyli jak nie dać złamać sobie karku



Młodziutki (jak na reżysera - rocznik 85’) Damien Chazelle udowodnił, że w dziewiętnaście dni można stworzyć film, który niczym nie będzie ustępował największym światowym produkcjom. Dziewiętnaście dni - tyle bowiem trwały zdjęcia do „Whiplasha”, oczywiście należy doliczyć do tego czas poświęcony na edycję, postprodukcję itd.. Plus pozostaje jeszcze fakt, że Chazelle nie mogąc zebrać funduszy na pełnometrażową produkcję, wpierw nakręcił krótkometrażową wersję filmu. Ta w 2013 roku wygrała w swojej kategorii podczas Festiwalu Filmowego w Sundance, co poskutkowało nagłym zainteresowaniem całym projektem i uzbieraniem niezbędnej kwoty. Cała historia powstania „Whiplasha” dowodzi, że mając talent, marzenia i pomysł można osiągnąć wszystko. Takiej zawziętości i pomysłowości życzę każdemu młodemu i początkującemu reżyserowi.

Zostać jednym z wielkich


Taki właśnie cel ma główny bohater - Andrew, ale nie ma prostej i przyjemnej drogi, by zostać znakomitym i wielkim perkusistą. Wycofany, niedoceniany przez część rodziny (jedynie ojciec wydaje się go wspierać), nieśmiały i potwornie ambitny młodzik zatraca się w tym, co robi najlepiej - gra, gra i gra, a pod okiem Fletchera wyrasta na świetnego muzyka. Fletcher by wydobyć z ludzi muzyczną perfekcję jest w stanie przekroczyć wszystkie granice - zastraszanie, dręczenie psychiczne i fizyczne, wrzaski, przekleństwa uderzające w najczulsze punkty - to tylko kilka z jego metod nauczania. Grasz nieczysto? Wynoś się z zespołu, bo albo świadomie go sabotujesz, albo - co gorsze - nawet nie wiesz, ze grasz nieczysto. Nikt u Fletchera nie może czuć się pewny swojej pozycji, jednego dnia możesz wywalczyć miejsce w zespole, drugiego - przyjdzie ktoś nowy i zmusi cię do przekroczenia kolejnej granicy, jeśli oczywiście chcesz walczyć o swoją pozycję.
Duet Fletcher - Neyman zagrany przez - odpowiednio - J.K. Simmonsa oraz Milesa Tellera to chyba najlepsza, najbardziej nieprzewidywalna i wybuchowa para bohaterów, jaką widziałem od dawna. J.K. Simmons, który swego czasu występował w broadwayowskich musicalach, zagrał fenomenalnie i rola Fletchera będzie z pewnością jedną z najważniejszych i najbardziej docenionych w jego aktorskiej karierze. Teller, który uczył się gry na perkusji od piętnastego roku życia, prawdopodobnie „rolę życia” ma jeszcze przed sobą, jednak przebicie tego, co pokazał w „Whiplash” będzie bardzo trudne. Na ekranie ujrzymy jeszcze (chociaż zdecydowanie zbyt krótko) piękną Melisse Benoist w roli Nicole. Ten niewielki wątek miłosny Andrew i Nicole znakomicie uwiarygadnia całą historię.

Żadnych półśrodków, (prawie) żadnej sztucznej krwi


Właśnie, słówko o wiarygodności, niech przypadkiem nikt nie szuka informacji o konserwatorium muzycznym Schaefera w Nowym Jorku - to fikcyjne miejsce. Natomiast Chazelle nie ukrywa, że postać Fletchera została zainspirowana jego nauczycielem z ogólniaka, gdzie przyszły reżyser uczył się gry na perkusji. Jeśli wyda się wam, że niektóre sceny - zwłaszcza te pełne przemocy i krwi - wyglądają bardzo realistycznie, to nie jesteście w błędzie. Scena znana z trailera - Fletcher policzkujący Andrew, tak, w tej scenie Simmons faktycznie policzkuje Tellera, podobnie sprawa ma się do rzutu krzesłem, czy też gry na perkusji aż do granicy wytrzymałości, do odcisków i krwi z dłoni - prawdopodobnie dziewięciu na dziesięciu aktorów nie zgodziłoby się na takie ujęcia. Teller przekroczył granice, poświęcił się dla filmu, nie jest jeszcze aktorskim Charliem Parkerem ani Buddy Rich’em, ale z pewnością jest na właściwej ku temu drodze.

Dostrzegając blask


Jak sprawić, aby napieprzający przez kilkanaście minut w talerze i bębny koleś nie zabił widza nudą? Chazelle znalazł doskonałą odpowiedź - w scenach, które faktycznie mogłyby się dłużyć i swoją statycznością zabijać od środka całe widowisko, mamy liczne i nagłe zmiany ujęć. Prostota tego rozwiązania pokrywa się z genialnością jego wykonania, przeskoki świetnie dopasowane są do samej muzyki, razem z nią budują napięcie. Nie ma w „Whiplash” momentu nudy, być może pewne zachowania bohaterów są do przewidzenia, niemniej, podejrzewam, że mało kto spodziewał się takiego zakończenia filmu. Podczas seansu przypomniał mi się „Blask” z 1996 roku ze znakomitym Geoffrey’em Rushem, przez chwilę obawiałem się, że „Whiplash” pójdzie tą samą ścieżką, jednak Chazelle miał na swojego genialnego muzyka nieco inny pomysł. Chwała mu za to, bo efekt końcowy jest znakomity.
„Whiplash” to znakomity film, który ma jednak wobec widza pewne wymagania - nie, nie chodzi o znajomość jazzu, artystów jazzowych itd., chodzi o rzecz wiele bardziej prozaiczną - dobre nagłośnienie. W kinach raczej tego problemu nie dostrzeżemy (nie usłyszymy), jednak kiedy już pojawi się wersja DVD czy też Blu-ray, aby w pełni docenić dzieło Chazelle’a będziemy potrzebowali przyzwoitej jakości kina domowego. A jeśli to jest moje największe zmartwienie związane z filmem, to chyba nie muszę dodawać, że „Whiplash” to bezsprzecznie jedna z lepszych tegorocznych produkcji, którą po prostu trzeba zobaczyć.

Michał Szulczewski


Whiplash - Zdjęcie 1 Whiplash - Zdjęcie 2 Whiplash - Zdjęcie 3 Whiplash - Zdjęcie 4 Whiplash - Zdjęcie 5 Whiplash - Zdjęcie 6 Whiplash - Zdjęcie 7 Whiplash - Zdjęcie 8 Whiplash - Zdjęcie 9 Whiplash - Zdjęcie 10 Whiplash - Zdjęcie 11