Filmy - FilmLine.pl

Film:

The Maze Runner

Aktualizacja: 2016-06-10 16:20:46



Film Więzień labiryntu (2014) Nastoletni Thomas zostaje uwięziony wraz z innymi nastoletnimi chłopcami w tajemniczej wiosce, którą otacza potężny i przerażający labirynt.

Ocena: 8/10 (2525)
Premiera: PL (2014-09-11)
Długość: 01:53:00
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Produkcja: Kanada, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Wes Ball
Scenariusz: Noah Oppenheim, T.S. Nowlin, Grant Pierce Myers
Muzyka: John Paesano
Zdjęcia: Enrique Chediak

Obsada: Dylan O'Brien - Thomas, Will Poulter - Gally, Thomas Sangster - Newt, Kaya Scodelario - Teresa, Patricia Clarkson - Ava Paige, Chris Sheffield- Ben, Blake Cooper - Chuck, Aml Ameen - Alby, Jacob Latimore - Jeff, Dexter Darden - Fry Pan

„Więzień labiryntu” to amerykański thriller akcji science fiction, którego reżyserem jest Wes Ball. Scenariusz opracowali: Noah Oppenheim, T.S. Nowlin i Grant Pierce Myers. Film powstał w oparciu o pierwszą część trylogii amerykańskiego autora Jamesa Dashnera. Nastoletni Thomas odzyskuje przytomność w metalowej windzie. Chłopak jest przerażony, nie pamięta nawet swojego imienia. Trafia do tajemniczej wioski, którą zamieszkują sami chłopcy. Po niedługim czasie przypomina on sobie swoje imię. Wioska ogrodzona jest ogromnym labiryntem, któremu dokładnie przyglądają się zwiadowcy. Ogromny mur otwiera się każdego ranka i wówczas można badać ścieżki labiryntu. Thomas bacznie się wszystkiemu przygląda. Jego celem jest odnalezienie wyjścia z tego dziwnego więzienia. Pewnego dnia winda przywozi do wioski dziewczynę, która trzyma w ręku tajemniczą kartkę. To właśnie Teresa staje się kluczem do rozwiązania zagadki.

Więzień labiryntu (zwiastun):




Recenzja Filmu Więzień labiryntu:



„Dreszcz jest dobry”, czyli o filmie „The Maze Runner”



„Więzień labiryntu” (The Maze Runner) to amerykański thriller akcji, którego reżyserem jest Wes Ball. Z produkcji powinna być zadowolona nastoletnia część widowni, chociaż i nie tylko. Kto lubi kino science fiction, interesuje się robotyką, enigmą, motywem labiryntu - ten z pewnością w produkcji Balla znajdzie coś dla siebie. Za podstawę w realizacji posłużyła pierwsza część trylogii amerykańskiego autora Jamesa Dashnera. Warto zobaczyć, w jaki sposób Ball przeniósł na ekran tytułowy labirynt i jaka filmowa budowla powstała z wykorzystania kart powieści.

Prawym okiem


Głównego bohatera filmu poznajemy w pędzącym metalowym pudle, które można określić mianem windy. Chłopak dopiero co odzyskał przytomność. Nie ma pojęcia, co się z nim dzieje, ani dokąd wiezie go to enigmatyczne pudełko. Bohater jest przerażony i nerwowy. Tajemnicze wstrząsy wypełniają wszystkie komórki. Krew zaczyna pędzić tak szybko jak winda. Światło dzienne zwiastuje koniec podróży. Później widz wraz z bohaterem trafia do dziwnej osady. Świat przedstawiony przypomina trochę wioskę sprzed wieków. Ludzie budują szałasy, baszty. Brak tu urządzeń, technika obumarła. Chłopak dość szybko wnika w nową rzeczywistość i odnajduje drogę do własnego imienia - Thomas. Protagonista jest ciekawy dziwnego świata, chciałby rozwikłać zagadkę, jaka kryje się w korytarzach labiryntu, jednak nie wszystko w Strefie jest dozwolone. Panują zakazy, każdy z mieszkańców pełni określoną funkcję, a za słowo sprzeciwu można otrzymać karę. Brak pamięci i „epidemia amnezji” to znaki szczególne tego miejsca. Żaden z bohaterów nie wie tak naprawdę, dlaczego został umieszczony w takim świecie, skąd przybył i co to oznacza. Chłopcy nie są w stanie przypomnieć sobie niczego poza własnym imieniem. Tylko Thomasa oplatają dziwne sny, w których jakby przeszłość mówiła do niego ludzkim głosem. Wszystko jest takie dziwne i tajemnicze. Przypomina z góry grę komputerową, w której słabszy traci życie. Tylko że tym razem jest ono jedno i nie można powtarzać sekwencji. Nie można na nowo powołać do działania swojego bohatera. Nie można go wskrzesić. A w labiryncie mnożą się ofiary. Kolejne imiona odpadają ze skały jak kruchy tynk.

Lewym okiem


Gdzieś z drugiej strony istnieją też potwory-roboty. Mają przypisaną funkcję strachu. W „Więźniu…” metalowe straszydła przypominają tylko większe zabawki ze sklepowych półek. Jakoś specjalnie nie przerażają. Thomas ucieka, wywija się, wspina. Ta cała ekwilibrystyka jest raczej zabawna i nie przekonuje. Podobnie jak korytarze utartych schematów, kiedy młody bohater Chuck gubi klucz. Wszystko po to, aby przeciągnąć scenę, zaniepokoić, wstrzyknąć dodatkową dawkę strachu, zasiać panikę. Takie zabiegi we mnie wywołują raczej śmiech - dość typowe dla amerykańskich sensacji. Już wszyscy biegną do wyjścia i nagle „bach”. Diament, klucz, kokardka wyślizgują się z ręki.
W szczelinach „Więźnia labiryntu” panuje chaos. Nie do końca wszystko jest tutaj logiczne. Zakończenie jakby trochę przekombinowane, a jednak - zaskakuje. W swojej roli najlepiej spisał się aktor, który wcielił się w rolę Thomasa - Dylan O'Brien. Jest wyrazisty, panuje nad wszystkim. Doskonale żongluje strachem i przerażeniem. Mdła natomiast i zupełnie bez wyrazu jest Kaya Scodelario. Przyznam, że spodziewałam się czegoś więcej po aktorce „The Truth About Emanuel”. W tym dramatycznym thrillerze poradziła sobie doskonale, w „Więźniu…” jest zwyczajnie kiepska.

Z lotu ptaka


Labirynt przedstawiony przez Balla w jakiś sposób zachwyca. Posiada swoje plusy i minusy. Jedno jest pewne: film trzyma w napięciu od pierwszej sceny, a zwłaszcza zakończenie, które mimo pewnych niedociągnięć może obudzić zachwyt. Przez cały praktycznie film widz zadaje sobie pytanie: skąd, po co i dlaczego? Szuka związków przyczynowo- skutkowych, poszukuje prawdy, klucza, próbuje dokonać interpretacji tajemniczego dreszczu. Labirynt jest groźny, ale wciąga. To pułapka, która skłania do wyciągania wniosków. To tajemnica, która zmienia się każdej nocy. I jest jeszcze coś. Labirynt widziany z lotu ptaka zapiera dech w piersiach. Dla mnie wydał się czymś naprawdę niezwykłym. I wtedy przeszedł dreszcz…

Kaja Kowalewska


Sprężyna emocji, czyli „Więzień labiryntu” Wesa Balla



Filmy science fiction przeznaczone dla młodszej grupy odbiorców ostatnimi czasy często pojawiają się na ekranach kin i cieszą się niesłabnącą popularnością. Nic więc dziwnego, że twórcy upodobali sobie ten typ filmów. Tym razem twórcy sięgnęli po historię opartą na powieści Jamesa Dashnera o takim samym tytule, która otwiera trylogię. Bardzo często książki te stawiane są przez miłośników gatunku w jednym rzędzie razem z „Igrzyskami śmierci” i „Niezgodną”. W przypadku „Więźnia labiryntu” mamy jednak do czynienia z całkiem innym motywem. O ile w pozostałych dwóch przypadkach akcja rozgrywa się w pewnym rządzącym się swoimi prawami mikrospołeczeństwie, całkiem odmiennym od znanego nam dzisiaj, w „Więźniu…” mamy przede wszystkim do czynienia z zagadką i próbami wydostania się z pułapki zastawionej przez niewiadomego wroga.

W labiryncie tajemnic


Wes Ball, który jest reżyserem filmu stworzył dzieło, które w znacznym stopniu zasługuje na uwagę. Od pierwszych sekund filmu sprężyna emocji zostaje naciągana. Otóż główny bohater, Thomas, budzi się z przerażeniem w windzie. Chłopka nie pamięta, kim jest, dlaczego tam się znalazł. Kiedy winda zatrzymuje się, okazuje się, że Thomas został przywieziony na pewną polanę, gdzie mieszkają sami młodzi mężczyźni. Dolina jest bardzo zielona, a młodzi ludzie zorganizowali sobie tam mini społeczeństwo, pracują, podzielili pomiędzy siebie obowiązki. Pozory normalności nie zakamuflują jednak tego, że młodzieńcy znaleźli się pułapce. Strefa to po prostu więzienie, otoczone wysokimi ścianami siejącego strach labiryntu. Rzeczywistość jest smutna, wszystkich łączy ten sam los. Żaden z chłopców nic nie pamięta, przeszłość jest dla nich zagadką. Jedyna droga wyjścia z doliny wiedzie przez labirynt, który co noc zmienia rozkład swoich korytarzy. Na dodatek każdej nocy drzwi do labiryntu zamykają się, a po jego wnętrzu grasują potwory. Nikt dotąd nie wydostał się z polany, nikt nie przeżył nocy w labiryncie. Ściana z imionami mieszkańców jest coraz bardziej smutna, pojawiają się tam nowe imiona, ale wiele imion jest skreślanych. To ci, których już na wieki pochłonął labirynt. Nie jest to więc sielska polana. To polana pełna niepokoju, strachu, polana pełna przerażenia i okrucieństwa. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty. Zło rozprzestrzenia się, jest go coraz więcej. Widzowie podczas seansu czują się coraz bardziej zaangażowani w historię bohaterów. Reżyser w pierwszej części stopniowo i umiejętnie zakrywa wszystko płaszczem tajemnicy. W drugiej części umiejętnie odsłania fragmenty układanki.

Tu i teraz


Thomas od początku pobytu na polanie wyróżnia się. Jest inny niż pozostali mieszkańcy. Bohater nie zgadza się na uwięzienie, narasta w nim bunt. Chłopak chce zrobić wszystko, by wydostać się z tego koszmaru. Dylan O'Brien z rolą Thomasa poradził sobie bardzo dobrze i swoją aktorską grą przekonał do siebie widzów. Całkiem inna od reszty jest też Teresa, która przybywa jako ostatnia. Jest jedyną dziewczyną w Strefie. Jednak grająca Teresę Kaya Scodelario, znana z filmu „The Truth About Emanuel” jest mało wyrazista. Jej pojawianie się na ekranie powinno podkręcać atmosferę, dodawać pieprzu i powera. Stała się jednak rzecz dziwna. Sceny z jej udziałem wydają się być wręcz uśpione, pojawienie się Teresy nie wnosi do filmu nic pozytywnego.
„Więzień labiryntu” stara się odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek postawiony w skrajnej sytuacji zrobi wszystko, by przetrwać i jaki będzie miało to wpływ na jego psychikę? Film to lekcja, dzieło zdaje się całą swoją wymową krzyczeć: walcz, walcz o lepsze jutro, o zmiany. Zapomnij o tym, co było, to w tym momencie nieistotne. Zapomnij o wczoraj. Jest tylko tu i teraz i tylko od ciebie zależy, co będzie dalej. Twój los w Twoich rękach. To niesamowite przesłanie podane jest w sposób bardzo widowiskowy i nie narzucający się. „Więzień labiryntu” to przede wszystkim genialne widowisko. Napięcie pojawia się od pierwszych scen, a potem stopniowo jeszcze bardziej wzrasta. Wes Ball okazał się wyrafinowanym i genialnym dyrygentem emocji. Sprężyna napięcia naciągana jest coraz bardziej, serce przyspiesza, krew szybciej krąży w żyłach. Następuje chwila na odpoczynek, a potem znów kołowrotek emocji, brakuje powietrza w płucach. Kiedy do tego potęgowania napięcia dodamy niezwykle widowiskowe efekty specjalne, widz może czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Widok labiryntu zapiera dech w piersiach. Stworzenie takiej scenografii zasługuje na pełne uznanie i szacunek.
Oczywiście „Więzień labiryntu” nie jest filmem bez wad. Można się tutaj przyczepić do przekombinowanej końcówki, schematyzmu czy przewidywalności. Nie są to jednak na tyle rażące błędy, by popsuły klimat filmu. Wszystkie niedociągnięcia da się naprawić w kolejnych częściach, na które już czekam z niecierpliwością.

Agnieszka Walczak


Więzień labiryntu - Zdjęcie 1 Więzień labiryntu - Zdjęcie 2 Więzień labiryntu - Zdjęcie 3 Więzień labiryntu - Zdjęcie 4 Więzień labiryntu - Zdjęcie 5 Więzień labiryntu - Zdjęcie 6 Więzień labiryntu - Zdjęcie 7 Więzień labiryntu - Zdjęcie 8 Więzień labiryntu - Zdjęcie 9 Więzień labiryntu - Zdjęcie 10 Więzień labiryntu - Zdjęcie 11 Więzień labiryntu - Zdjęcie 12 Więzień labiryntu - Zdjęcie 13 Więzień labiryntu - Zdjęcie 14 Więzień labiryntu - Zdjęcie 15 Więzień labiryntu - Zdjęcie 16